Skoro interesujesz się filmami, to na pewno widziałaś...
Lubisz kino, więc na pewno musisz znać wszystkie filmy <wstaw nazwisko znanego reżysera>
Interesuje Cię historia? To pewnie umiesz wymienić na pamięć wszystkich królów Polski.
Twoje hobby to czytanie książek? To ile książek w tygodniu czytasz?
Twierdzisz, że interesujesz się grami, a nie grałeś w <wstaw nazwę znanej gry>?
Prawdopodobnie nie ma aż tak wielu ludzi, którzy będą wprost zadawać tego typu pytania. Pomimo tego, nieraz zdarzyło mi się wymijająco odpowiedzieć na pytania o to, jakie mam zainteresowania czy jakiej muzyki słucham właśnie z obawy przed tym, że zamiast kontynuowania przyjaznej rozmowy, otrzymam salwę pytań mającą na celu zakwestionować, czy jestem w dany temat wystarczająco zaangażowana.
Ostatnio sobie uświadomiłam, że tak właściwie to dość głupie podejście. W końcu rozmawianie o swoich zainteresowaniach, rzeczach, które lubimy oglądać i słuchać powinno być przyjemnością, a nie wiązać się ze stresem jak przed egzaminem.
Słownikowa definicja mówi, że hobby to "szczególne zamiłowanie do czegoś". Nie mówi, czy mamy tym się zajmować codziennie, a może tylko przez pewien czas w roku; nie narzuca posiadania eksperckiej wiedzy w danym temacie czy bycia szczególnie dobrym w danej czynności.
Moja główna myśl na dziś to: nie wstydźmy się swoich zainteresowań! I nie popadajmy w pułapkę perfekcjonizmu.
Sama ostatnio prawie w nią wpadłam, myśląc sobie, że chyba nie nazwać uprawiania roślin moim hobby, skoro moim największym osiągnięciem ogrodniczym od dwóch czy trzech lat jest posadzenie tymianku (jak widać na początkowym zdjęciu). Gdybym to faktycznie mnie interesowało, to już bym miała na balkonie kilka gatunków warzyw...
Nie. Stop. Nie ma co sobie zarzucać, że niezbyt szybko rozwijamy się w czymś, co powinno nam po prostu sprawiać radość i wmawiać sobie (ani innym!), że prawdziwy fan czytania musi czytać minimum 50 książek rocznie, a na wirtualną odznakę hobbystycznego rolnika zasługujemy po wyhodowaniu dziesięciu krzaczków pomidorów.
Oczywiście nie ma nic złego w tym, żeby podejmować wyzwania czy robić sobie postanowienia typu "w tym roku obejrzę wszystkie filmy Tarantino, których jeszcze nie widział_m" albo "w tym sezonie w końcu posadzę pomidory" - tak długo, jeśli są to cele, które chcemy osiągnąć dla własnej satysfakcji (a nie z powodu zewnętrznej presji czy trendu) i nie odbierze nam to radości z naszych pasji - nawet (a może, zwłaszcza) gdy danego celu nie uda nam się zrealizować.
Po prostu róbmy w wolnym czasie to, co nas cieszy, i nie obawiajmy się dzielić tym z innymi.